Dziewczyna ruszyła na chłopaka, ale na jej nieszczęście ten zrobił unik i szybko ją unieruchomił, wykręcając rękę do tyłu i podcinając nogi. Oboje wylądowali w połowie bynajmniej na łóżku Naru. Dziewczyna jednak tak słaba nie była, zrzuciła go z siebie przewracając tym razem na podłogę, siadając mu na brzuchu okrakiem. Próbowała mu przyłożyć ale mimo że chłopak pod nią leżał, blokował każdy jej cios. W trakcie tej ich małej sprzeczki do pokoju wszedł Lin. Nie zdziwił się zbytnio widząc zaistniałą scenkę, był już przyzwyczajony do bijatyk tej dwójki, miał na to całe siedem lat. Znaleźli Mai z ojcem Naru kiedy ta miała dziesięć lat, Lin zajął się nią i wychował a od dwóch lat mieszkają we trójkę. Tak więc Mai z Naru znają się siedem lat. Dość często się kłócili i szarpali ale co poradzić.
-Śniadanie gotowe, przyjdźcie jak skończycie.-Powiedział ze stoickim spokojem, i dopiero teraz obydwoje zorientowali się że ktoś przyszedł, bo wcześniej byli zbyt pochłonięci walką, którą chłopak zaczął wygrywać.
-Okej.-powiedzieli chórem i zaczęli znowu walczyć.Mężczyzna pokręcił tylko głową i wyszedł.
-Więc czemu mnie przebrałeś zboczeńcu?!
-Jak sobie przypomnisz będziesz wiedziała.
-Co przez to rozumiesz?!
-Sama mi kazałaś!-No i tu szok, ona kazała? Nie nie przypomina sobie nic takiego. Chwila.... niemożliwe...Śniło jej się że jej mama kładła ją spać, zaśpiewała jej kołysankę, i kazała się przebrać. Wtedy powiedziała mamie żeby ją przebrała. Nie to niemożliwe żeby powiedziała to przez sen. Zrobiła się czerwona jak burak.
-To nie tłumaczy dlaczego to zrobiłeś!!!
-Może kiedyś się dowiesz.-Wygrał walkę i jeszcze ten uśmieszek.
-Zabije cię!!!
-Jakoś w to wątpię.-Mai zrobiła minę wściekłego dziecka. Chłopak o mało się nie roześmiał, poczochrał ją chwilę po głowie i powiedział-Kupię ci czekoladę jaka będziesz chciała. Tylko się nie złość okej?
-Jak mi kupisz jeszcze pudło sorbetu cytrynowego to ci wybaczę...
-Okej, dobra a teraz chodź na śniadanie.-Pomógł jej wstać i poszli na śniadanie. Była jajecznica z bekonem i grzanki. Dziewczyna ciągle się na niego złościła ale już mniej, w końcu to była jej wina, ona mu kazała. Potem wszyscy się uszykowali do wyjścia a o dziewiątej wyruszyli na miejsce. Nagle Mai coś się przypomniało, we śnie mama śpiewała jej kołysankę. Stwierdziła że na razie do niego odzywać się nie będzie za karę, więc wysłała mu sms'a o treści:
"Naru, skoro mnie do łóżka zaniosłeś i przebrałeś,
tak jak w moim śnie mama, to śpiewałeś mi też
kołysankę?"
Chłopak lekko się uśmiechnął i odpisał jej:
"Nie, kołysankę to ty mruczałaś. A tak na marginesie
ciągle jesteś zła?"
Odpowiedź:
"Tak, a poza tym, ciągle nie dostałam lodów i
czekolady!"
Odpowiedź:
"Nie martw się, jeszcze dzisiaj dostaniesz, a poza
tym to była twoja wina prawda?"
Jeszcze bardziej ją drażnił i to celowo więc padła prosta odpowiedź:
"Nie znoszę cie! Zobaczysz jeszcze pożałujesz!"
Uśmiech sam wpełzł na jego usta, uwielbiał się z nią drażnić.Resztę drogi spędził rozmawiając z Linem, a Mai natomiast znowu przysnęła, śnił jej się ciemny bezkres pośrodku którego pojawił się śnieżnobiały wilk. Potem usłyszała słowa "Wezwij mnie, me imię ...".
-Mai.-szturchnięcie ją obudziło.
-Co?-powiedziała niewyraźnie odrobinę bolała ją głowa.
-Jesteśmy na miejscu.-Powiedział John.
-O, hej John,cześć Masako.-Przywitała się zauważając towarzystwo.Blondyn uśmiechną się miło a medium nawet na nią nie spojrzała.
-Cześć.-powiedzieli oboje. Tak więc cała gromadka wysiadła z auta, dziewczyna przywitała się jeszcze z Miko i Bou. Zdążyła już zapomnieć o tym śnie, ale nie na długo. "Nawiedzony dom", okazał się dużą willą w stylu europejskim, obrośnięte bluszczem białe ściany idealnie współgrały z pięknym tarasem i otaczającym dom laskiem. Z budynku wyszła im na spotkanie, piękna długowłosa blondynka o niebieskich oczach. Wyglądała na bardzo miłą i życzliwą osobę, taka też z resztą była. Powitała nowo przybyłych.
-Naprawdę bardzo się cieszę że was widzę.
-Dzień dobry, jestem Shibuya Kazuya, szef.-kobieta mocno się zdziwiła, nie spodziewała się że szefem będzie nastolatek.
-Rosa Velves. Miło mi, nie jesteś przypadkiem za młody żeby być szefem?
-Mam siedemnaście lat i mimo tego wieku jestem szefem, moi asystenci to potwierdzą.-skinął na Mai i Lina.
-To prawda.-powiedzieli chórem, A miko i mnich pokiwali głowami na znak że mówi prawdę. John również uśmiechnął się ciepło. Kobieta już bardziej pewnie, zaprosiła wszystkich do środka.
-Naprawdę bardzo się cieszę że was widzę.
-Dzień dobry, jestem Shibuya Kazuya, szef.-kobieta mocno się zdziwiła, nie spodziewała się że szefem będzie nastolatek.
-Rosa Velves. Miło mi, nie jesteś przypadkiem za młody żeby być szefem?
-Mam siedemnaście lat i mimo tego wieku jestem szefem, moi asystenci to potwierdzą.-skinął na Mai i Lina.
-To prawda.-powiedzieli chórem, A miko i mnich pokiwali głowami na znak że mówi prawdę. John również uśmiechnął się ciepło. Kobieta już bardziej pewnie, zaprosiła wszystkich do środka.
---------------------------------------------------
I jak? Mam nadzieję że nieźle. To Pa:*
No, no ,kochana! Rozdział świetny i lekko się czyta, ciekawa akcja i coś czuje że najlepsze będzie jeszcze bardziej wciągało! Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału.
OdpowiedzUsuńPozdro~!